Ktoś postanowił mnie szturchnąć.
– Pani Ulu, w poniedziałek o 16.00 z Jaśkiem do lekarza rehabilitacji…
– No to jeszcze psychologa potrzebujemy.
Za pół godziny ponowny telefon, że mamy i psychologa pół godziny wcześniej. Mirka i Siostra Ignacja jak dobre duchy.
Łykam końską dawkę paracetamolu, bo jeszcze spotkanie o kredyt w pracy, wrzucam na facebookową grupę, że potrzebuję pomocy z lekarzami i zupełnie bezmyślnie nakładam buty na obcasach, na które będę klnąć godzinę później niosąc Janka.
Siostry w Tęczowym Domu czekają, za czym przepadam zawsze. Wytarta na szpitalnych podłogach, korytarzach, twardych krzesełkach jestem zawsze zaskoczona kanapą, kolorami, przestrzenią i tym, że zawsze się nami zajmują.

Rozmowa z psycholog zadziwia mnie tym ile wiem o Janku. Jakbym zupełnie zapomniała. Przywykłam zbywać szybko pytania: tak, czterokończynowe mózgowe, nie je, nie mówi, prawie nie patrzy, nie siedzi, nie chwyta. Psycholog wydobywa ze mnie więcej.
– Słyszy dobrze i wsłuchuje się. Mam wrażenie, że bardzo wiele rozumie, mało potrafi przekazać. Znam każdy rodzaj dźwięku, który wydaje. Wiem, który na niewygodę, który na nudę, który na strach, samotność i głód. Wiem kiedy się boi i wiem, kiedy jest zainteresowany. Wiem jaki lubi dotyk i wiem doskonale, że z charakteru jest marudą raczej niż optymistą. Jest towarzyski i lubi być w centrum. Uwielbia wręcz to. Przepada za kobietami, choć do pielęgnacji woli mocne ręce mężczyzn.
Mówię dużo znajdując w tym upodobanie i uświadamiając sobie, że za żadne skarby nie mogę tego stracić. Sycącej moje macierzyństwo znajomości syna. Janek zasypia głębokim snem wtulony we mnie.

Budzę go na oględziny z lekarką rehabilitacji, a on się przeciąga i promiennie uśmiecha bałamucąc wszystkich obecnych.
– Oj te Jaśki… – pada.
Wszystkie przytakujemy i dyskutujemy o jego uszach, oczach i wszystkich trudnych sprawach, których nie unikniemy. O wizji pracy i o tym, co możemy robić. Wszystko w tak dobrej atmosferze, że się odprężam. Na korytarzu wiernie czuwająca Iwona, która nas przywiozła, odwiozła i trwała przez dwie godziny bez cienia skargi dając mi poczucie bezpieczeństwa.

Gdy wychodzę mam znowu tę samą myśl, że zostałam obdarowana. Ludźmi.

Z szczególną wdzięcznością Siostrze Marii, Siostrze Ignacji, Mirce rehabilitantce i Iwonie. Dziękuję.