2b8ca2aa-d96b-41c0-b18b-7e21c1daac9eCzytam odpowiedź radców prawnych szpitala i Pani Doktor. „Dowodem na to, że pacjentka czuła się dobrze, jest, że na sali porodowej czytała książkę…” Boże, jakie to smutne. Książkę, w której zakładka ani drgnęła od 3 lat i 5 miesięcy. Nigdy do niej nie wróciłam. Jakoś nie umiałam. Wepchnęłam w kąt jak wiele przeżyć i emocji z tamtego czasu, jak wszystko co mi się kojarzyło z rodzeniem Janka. Boże to takie smutne, że będziemy przerzucać się tak wieloma głupimi argumentami. Czytanie książki na porodówce było tak niekonwencjonalne, że zostało zapamiętane przez położne. Znaczy nie bolało, a powinno. Nie bolało mnie przez wiele godzin odpływania wód. Cisza przed burzą. Dowód na brak iskry bożej i intuicji. Coś co wyrzucam sobie od lat. Nie pobiegłam za swoim instynktem, impulsem a powinnam. W najbardziej kluczowym momencie swojego życia. Przecież to ja jestem jego mamą, kto miał za niego walczyć? Tak trudno wybaczyć sobie. Tak trudno nie schować się do jaskini zapomnienia. Chciałabym nie wracać do tego czasu. Trzeba.

Kusi mnie, żeby czasem pójść do drugiego mieszkania i zabrać Jania. Kusi, żeby zapakować go w tobołki, wnieść na sam szczyt i zapakować to mojego wspaniałego łóżka, w mojej wspaniałej sypialni. Byśmy sobie tak byli. Kot, pies, Janek i ja. Tak sobie byśmy byli jakby nigdy nic… b19f328a-b190-4bf1-91b6-bb44513b453d