12249744_531852343655391_8803058313979309919_nJest jak dzień, w którym się urodził. Letni, ciepły, słoneczny, sierpniowy. Imię jego znalazłam w gwiazdach odczytując duszę, którą dostał. I jest jak to imię otwarty, pozytywny, optymistyczny. Wrażliwy, czasem martwiąc mnie, że za bardzo, że za dużo tej empatii. Towarzyski, ale do momentu, gdy go pasja nie porwie, myśl jakaś nie zamknie, wyzwanie nie zawoła. Wówczas znika. Cierpliwie i z uporem składając konstrukcje z LEGO lub kreując nowe przestrzenie własnej aktywności. Po córkach syn był jak odkrycie nowej planety. Był ze mną wszędzie. Na wielu szkoleniach, podczas realizacji projektów. W foteliku, wózku, w ramionach, w chuście. Nigdy nie sprawiając trudności, prawdziwy towarzysz mojego rozwoju.

„ Mamo, będę podróżował. Nie ożenię się. Będę podróżował lub zostanę kowbojem (…) daj mi 20 zł, bo zbieram milion na lego”.

Gdy przychodzi do mnie nigdy nie wiem  co usłyszę, licząc na to, że pokłady jego kreacji nigdy się nie wyczerpią.

Każdego z moich synów nazwałam, zawołałam, poznałam. Każdy z moich synów jest jak letni dzień, który je urodził. Tadeusza w lipcu wyrwało mi niebo a ja wyzwałam Boga na pojedynek, który wiele lat później przegrałam. Tymoteusz w sierpniu ukoił moją tęsknotę. Jan w lipcu stał się największą tajemnicą mojego życia.

„Mamo płaczesz? Smutno Ci?”

Nauczyłam się nie ukrywać łez przed synem. Moje łzy zbudują jego siłę. Jest mężczyzną.