Facebook-06Tyle śmierci ile umiłowania życia. Kto umie kochać, kto czuje bardziej ten umiera ciągle. Jedni mówią o nich, że przesadzają. Ja myślę, że z różnych powodów dostali w darze receptory wybitnej wrażliwości.
Tęsknota – śmierć.
Smutek – śmierć.
Zawiedziona miłość – śmierć.
Samotność – śmierć.
Pokrzyżowane plany – śmierć.
Strata – śmierć.
Umierałam już wiele razy. Nie najgorsze jednak jest przeżycie śmierci, a trwanie w śmierci. Gdy trwamy, bo odżałować nie można, bo nadzieja jeszcze nie umarła, bo ciągle myślimy, że nie straciliśmy, bo może cud, może jednak coś się ułoży, bo przecież historia zna przypadki…
W ciągłej śmierci trwamy. Rodzice dzieci chorujących i dzieci oddzielonych. W śmierci, która pragnie życia i spełnienia. Czasem mnie pytają dlaczego zachowuję się tak powściągliwie, jakbym krzyżyk postawiła na Jaśku. Ano dlatego, że tak trudno tak ciągle umierać, nie oddychać, nie żyć, ciągle oczekiwać. Czasem łatwiej chcieć umrzeć całkowicie, niż żyć doświadczając wszelkich emocji przeżywania śmierci, a jednak żyć. Czasem się dziwią, gdy mówię, że nie wiem, czy zgodziłabym się na Jego reanimację. Ano dlatego, że jest we mnie ciągle nadzieja nieba, które da mu pełnię wszelkiego. A on przecież święty jest.

Czasem sama sobie to wyrzucam… ale może jednak nie jestem bohaterką.

Przepraszam Cię synku, że Cię tak czasem grzebię za życia. Miłość jak śmierć jest. Tak potężna.