Czasem nie śpię. Nie z powodu nadmiaru pracy, ani z powodu dzieci. Nie jest to też nocna ełcka balanga. Nie śpię czerpiąc z nocy czas. Wystarczająca ilość czasu, by nasycić się ciszą, brakiem pośpiechu, przemyśleć wszystko co potrzebuje ponownej weryfikacji. Robię zdjęcie minionych dni i zastanawiam się gdzie wyrzucił mnie codzienny ruch ludzi i spraw. Wyliczam procent w jakim udało mi się w ciągu ostatniego czasu odzyskać siebie – 10%. Analizuję ryzyko postępu z obawą regresu. Przede mną jeszcze wiele miesięcy. Budzi się Janek. Najpiękniejsze uśmiech ma nocą. Nocą cieszy sama obecność. Nie potrzebuje żadnych dodatkowych bodźców. Tylko noc potrafi pokazać jak dobra jest czyjaś obecność.

Telefony zainteresowanych opieką nad Jankiem rzadkie. Większość umawiających się osób nie zjawia się w ogóle. Na tych, którzy przychodzą czeka komisja bacznie obserwującego rodzeństwa. Marysia bez zaproszenia zawsze zasiada ze mną przy stole otwarcie zadając pytania. To jest czas, w którym jesteśmy widzące. Wiemy. W tych krótkich momentach dopuszczamy do głosu uczucia, pozwalamy intuicji płynąć, obserwujemy a mądrość nas wyprzedza. Po zamknięciu drzwi wystarczy jedno moje spojrzenie na nią i wiem. Słyszę jasne i trafne sądy, odważne idealizmem i młodością, bez starczych naleciałości wielu lat upupiania. Nie pozwalamy lękom decydować. Mówimy częściej nie, niż tak. Poczekamy cierpliwie.