Złudne było moje myślenie, że zaletą Jasia jest i będzie nie wszczynanie buntów na skalę jego rodzeństwa. To, że on sam nie wyrazi woli w sposób oczywisty, nie oznacza, że nie zrobi tego za niego jego ciało. Jego sprzymierzeniec i wróg. Źródło cierpienia i jedyny most do komunikacji. Jaśkowy gniew, bunt, dyskomfort zaczął objawiać się wzmożonym napięciem, co jednocześnie martwi nas i rehabilitantki. Jedno jest jednak pewne, Jasiek szuka metody na komunikację. Przeraża mnie myśl, że jego świadomość może być znacznie większa niż bym sobie życzyła, a życzę sobie niewiele. Wolałabym, żeby tkwił na poziomie świadomości nie powodującej większego cierpienia z powodu własnych ograniczeń. Zapowiada się jednak, że Jaś będzie rozumiał coraz więcej. Coraz częściej na jego twarzy pojawia się krzywy uśmiech. Od zawsze Jaśkowe „bycie” łączyło ze sobą skrajności. Strach i wyzwanie. Odwaga i lęk. Siła i słabość. Nadzieja i rozpacz. Uśmiech… i smutek… a do tego dorzucam zachwyt, panikę, zamyślenie, oczekiwanie… oczekiwanie na to, ze ten Jego jednostronny krzywy uśmiech stanie się kiedyś symetryczny. Byle do tej symetrii nie wzrosła proporcjonalnie moja panika.

Od kilku tygodni nie kończymy antybiotyku. Czas na wizytę u specjalisty, zwanego pulmonologiem. Właściwie lista specjalistów do odwiedzenia jest długa i wystarczy na cały rok. Oby na cały rok wystarczyło mi wytrwałości,bo na myśl lekarz – wizyta dopada mnie słabość… cóż tam było obok słabości? A tak. Siła.